Teatr Nowy na pierwszy ogień?
Obiecuję i słowa nie dotrzymuję. Miałem napisać o sezonie w łódzkich teatrach i już byłem w ogródku, już witałem się z gąską, aż znienacka dopadło mnie lenistwo. Cały weekend odpoczywałem w cieniu wielkich grusz, od czasu do czasu chłodząc się wodą. Trawa w ogrodzie schnie, sił starcza tylko na podlewanie kwiatów, pies przesypia upał po kątach. Bardziej zazdroszczę Agnieszce i Maćkowi Wojciechowskim (i rzecz jasna Kasi, której akturat mniej zazdroszczę, bo musi się uczyć) pobytu w Brighton, niż Jackowi K. Tunezji.
Dziś obiecuję sobie dzień roboczy. Po południu podzielę się spostrzeżeniami. Dotyczącymi teatrów. Teraz wiem jedno na pewno: z uwagi na spodziewaną objętość tekstu i cierpliwość Czytelników, podzielę tekst na tematyczne odcinki (myślę, że każdy poświęcę jednej scenie). Zdaje mi się, że zacznę od Teatru Nowego, który… Ale to już w następnej notce.
No comments:
Post a Comment