Tuesday, October 12, 2010

Marek Szyjko dołuje Teatr Wielki w Łodzi

Teatr Wielki, czy Zamek Sinobrodego?

Niknie Teatr Wielki w Łodzi. Niknie w oczach. Marek Szyjko, zarządca teatru, aby odwrócić uwagę od klęski, wymyśla przebudowę gmachu (czytaj totalne zniszczenie wnętrz, które jego następca będzie pewnie przywracał do stanu pierwotnego) albo operowe karaoke.

Na szczęście nie byłem w teatrze na remizowej imprezie. Za to obejrzałem jej fragmenty w telewizji. O tym, że Teatr Wielki pan Szyjko zdegradował, wiadomo już od ponad roku. Ale to, co zobaczyłem w migawkach tv, przeszło najśmielsze oczekiwania.

Ja rozumiem, że można mieć ciągoty do prostactwa i rozrywki na najniższym poziomie, rozumiem, że można podziwiać ekspedientkę z mięsnego za to, że wyśpiewuje arie Turandot ale każda szmira ma swoją ojczyznę. Widowiska w rodzaju „Mam talent”, „Szansa na sukces”, przeznaczone dla amatorów, mają od lat swoje miejsce w stacjach telewizyjnych. Teatr Wielki jednak do zgoła odmiennego powołania został w trudzie i znoju przez robotników wzniesiony, a przez kunszt artystów uświetniony. Ale Marek Szyjko mierzy miarą przywiezioną wprost z prowincji (nie umniejszając Radomiowi), i z jego obliczeń wychodzi, że o teatrze trzeba mówić nawet byle jak, ale w teatrze nie trzeba pracować.
Opowieści Szyjki o imponujących premierach (i ich liczbie) mogą imponować tym, którzy Teatr Wielki znają z widzenia. Fakty są natomiast porażające. I nie trzeba wcale ich interpretować.

We wrześniu teatr dał jedną premierę (przeniesioną z ubiegłego sezonu) - „Damę pikową”. I trzy spektakle „Damy...” to cały repertuar wrześniowy teatru. Nie zagrano nic więcej.
W październiku miały być cztery tytuły operowe, ale z powodu żałoby będą tylko dwa. Prócz tego teatr zagra 5 spektakli baletowych, 3 operetkowe i jeden koncert chóru. Razem – 11 wieczorów własnej produkcji.
Na listopad pan Szyjko zaplanował rozpieścić widzów 5 spektaklami baletowymi, 2 operetkowymi i 3 operowymi (1 raz „Straszny Dwór” i 2 razy „Nabucco”). Razem 10 własnych spektakli.
Grudzień to już cudowności: 4 operetkowe spektakle, 2 baletowe, premiera „Kochanków z klasztoru Valdemosa” (ten tytuł zagrany ma być trzy razy), wieczór kolęd i wieczór sylwestrowy. Daje to razem 11 wieczorów własnych.
A ile oper jest w repertuarze Teatru Wielkiego? Otóż 11 (sic!) spektakli operowych w cztery miesiące to... sześć tytułów! A kiedyś w stałym repertuarze było 35 tytułów operowych. Ale to było źle, bo teraz wystarczy sześć oper i karaoke. Jak pisał Wojciech Młynarski:: „Ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle śmiesznie, byle głupio”.
Skóra cierpnie.

No comments:

Post a Comment